jako że i wszystko mi wychodzi to i samopoczucie mam dobrego, bo jak zawalam to mam zamułę i jestem zła na siebie. kalorie stały się mi trochę odzwierciedleniem mojego nastroju.
ale jak tu się nie cieszyć. mój zeszyt w którym zapisuję wszystko co zjadłam i kalorie w życiu nie widziałam takich liczb koło siebie ;D jak do tej pory sprawdza się ten mój nowy system, że nie wszystko dokładnie do kcal zaplanowane, tylko spontanicznie 'od głodu do głodu' i kalorie zliczane na wieczór. normalnie po zliczeniu miałam takie banany na twarzach ;) czyli nie trzeba mi aż takich dużych ilości jakie pochłaniałam wcześniej.
niedziela: 443 kcal
poniedziałek: 549 kcal
dzisiaj: 592 kcal
jutro na pewno będzie więcej. środy zawsze są dla mnie najtrudniejsze w całym tygodniu. mam nadzieję, że wyjdzie tak 800-900 kcal
wgl wczoraj miałam taki zabiegany dzień.. nie miałam czasu myśleć o jedzeniu, a jeszcze na pewno sporo kcal na próbie spaliłam. dzisiaj już luźniej to i znalazłam w końcu czas dla bloga. dopiero co wróciłam do domu... spotkałam się z kumplem, a potem odwiózł mnie do domu motorem. ahh.. uwielbiam. na ostatnich wakacjach jeździłam z takim jednym chłopakiem na niemieckiej autostradzie 250 km/h niesamowite.
noo.. wrcam powoli do życia. ;) powoli zapominam o przeszłości, a bynajmniej staram się jej nie rozpamiętywać. coraz rzadziej łapię się, że myślę o K. to chyba dobrze? jedno jest prawi pewne, że pojadę z nim i z jeszcze kilkoma osobami na wakacjach nad jezioro. [pisałam w ostatniej notce, że nasi najlepsi przyjaciele to para] haha... do tego czasu pewnie jeszcze trochę schudnę.. ta myśl mnie trzyma trochę, ale przede wszystkim chcę schudnąć dla siebie.
wgl nie wiem co się dzieje.. mam problemy z dodawaniem komentarzy.. u niektórych nie chcą się dodać, a u Ciebie Tanya to wgl się nie da. byle się to szybko zmieniło, bo już tak kiedyś miałam.
chudnijcie kochane ;**
